Wypoczynek / inspiracja

32 lata później podłącz przewody, zamknij cykle

Ta letnia wycieczka na wakacje była czymś więcej niż tylko odprężeniem. Nie tylko dla mnie, ale dla reszty mojej rodziny, która mi towarzyszyła.

chłopiec

Czasami analogia, jaką łączą wątki, wydaje się tak realna, że ​​nie ma czasu na refleksję. Letnie upały i chęć kąpieli w rzece zmniejszyły melancholię "właśnie tutaj było", na chwilę ale po prawie pięciu godzinach podróży, leżąc w hamaku udało mi się znaleźć strumień natychmiast, w dokładnym pikselu prawie z taką precyzją, że tylko Plex.Earth może to zrobić.

To było miejsce, w którym się urodziłem i spędziłem wczesne lata dzieciństwa. Połowa tego, co wiedział i w co wierzył, była magiczna; tak bardzo, że czasami myślałem, że to się nigdy nie wydarzyło:

  • Poranki idące na pastwisko, gdzie mój tata doił krowy; piliśmy piankę z wiadra mleka za pomocą liścia guawy. W tle mystiricuco wciąż śpiewał żałosny lament nad kurczakiem, którego nie można było zjeść w nocy, i romansami utraconymi o świcie.
  • Potem zjadłem kilka tortilli kukurydzianych, świeżo upieczonych, gorących, rozłożonych na talerzu świeżego mleka. Odrobina soli nadała im niesamowitego smaku... chociaż kiedy to opowiadam, moje dzieci znów patrzą na mnie spuszczonym okiem.
  • Kelnerzy mojego taty przychodzili na lunch w południe; jednym z nich był Don Jerónimo (Chombo), najbardziej hałaśliwy. Zabili kurę, poderżnęli jej gardło tam przy kupie i nie brakło "więcej tortilli dla doña blanca„. Właśnie w tym korytarzu ustawili długi stół, przed którym znajdowała się absurdalna zielona balustrada, która odbierała smak schludnie pobielonym ścianom.
  • A po południu kuzyni cioci Ledy przychodzili się bawić; Materinerero w przychodzącym i odchodzącym, potem zaśpiewali taki, który przyprawił mnie o dreszcze ze strachu”Doñany nie ma tutaj, jest w swoim ogrodzie…” to kiedy przyszli kuzyni. A kiedy Wil przychodził, bawiliśmy się bączkiem na patio albo nasionami nerkowca w dołku pod Tamarindo… aż w ciemności nie mogliśmy już nic zobaczyć, a guaco nagle zaczynały śpiewać przy drzwiach.

Rano szedłem do szkoły, wyjeżdżaliśmy bardzo wcześnie i po prawie godzinie marszu pod górę w kierunku miasteczka La Laguna docieraliśmy na miejsce. Pół dnia w szkole z pomalowaną czarną tablicą na ścianie i ręcznie robioną gumką. Powrót był szybszy, bo schodziliśmy w dół, krzycząc i biegnąc z przyjaciółmi, którzy mieszkali w swoich domach od miejsca, w którym znajdował się Don Toño Blanco, aż do przekroczenia wąwozu, gdzie pożegnał się Wil. I tak wróciliśmy do domu. Na lunch było kilka tortilli z fasolą i masłem; reszta popołudnia miała przynieść krowy, które pasły się w Plan del Castaño, kąpaliśmy się przez chwilę zupełnie nago w basenie La Cachirula, a potem poszliśmy z krowami w górę zbocza do Sabaneta.

Szkoła ta była konsekwencją śmierci dziadka, który w tym miejscu, które pracowało rano, założył darmową szkołę, w której dzieci z okolicznych miejscowości za darmo kończyły szóstą klasę. Po południu działała jego klinika, do której przychodzili ludzie, by skorzystać z usług jedynego lekarza w promieniu setek kilometrów.

Połączenie dziadka było dość dziwne. Większość moich kuzynów studiowała u niego, a nieopublikowana historia „El Cuco” opowiada, że ​​niektórzy pacjenci z dystansem zmarli w drodze lub byli już wyleczeni, kiedy przybyli, i nie wrócili tylko z ciekawości, aby spotkać się z lekarzem z PRAWDA. Po powrocie przynieśli zaskoczenie, że nie dostali zapłaty i naganę za to, że w tym roku nie posłali dzieci do szkoły.


syrenaPotem nadeszła wojna domowa i nagle nić zerwała się z tym, co wydawało mi się, że zrozumiałem w ciągu moich krótkich ośmiu lat. Wszystko zaczęło się, gdy przeszła pierwsza grupa wywrotowców, z zielonymi plecakami na plecach i oliwkowymi czapkami; dwóch z brodami, które zdradzały ich jako Kubańczyków, Nikaraguańczyków lub fanów tego stylu; Chociaż myślę, że to była po prostu grupa idiotów. Zabrali karabin mojego taty kaliber 22, sztylet z rękojeścią z kości jelenia i zostawili to poczucie bycia na liście, z którą prawie się nie obcujemy.

Odtąd strzały i bomby rozlegały się wszędzie, o każdej porze dnia, ale pogorszyło się po południu, kiedy samoloty zbombardowały osady El Tule, Las Raíces i jaskinie El Burillo. Nagle, każdego dnia, ze wszystkich małych miast nad brzegiem rzeki Araute, do domu przybywali uchodźcy, ich mężowie i dzieci poszli w góry z partyzantami Farabundo Martí. Matki wydawały się obłąkane, ze skołtunionymi włosami, niektóre ledwie w sandałach, patrząc przez okna, kiedy strażnik przybył, by je zabić.

Żyliśmy w stresie, walcząc z naszymi zabawkami, które codziennie przychodziły stadami dzieci, które dziwnie śmierdziały, mało mówiły i płakały prawie ze wszystkiego. Potem wyjeżdżali, zostawiając psa i walizki w stodole z obietnicą powrotu.

W końcu psów było tak dużo, że mama zdążyła podać im truciznę pod pretekstem uniknięcia epidemii wścieklizny. Ale prawda jest taka, że ​​nie było jedzenia, nawet dla nas, przy tylu innych ludziach do wykarmienia, przy tylu podatkach wojennych do zapłacenia; moja mama robiła prawie cetnar tortilli dziennie, żeby nakarmić obóz nad domem, przed drzewem Nance'a.


Podróżowanie tą samą drogą, mając 40 lat w siwych włosach, było interesujące. Po przeczytaniu książki Siedem wróbli i zobaczeniu, że mam być częścią masakry w El Rosario, kiedy uciekliśmy do HondurasuWiele rzeczy ma sens. Historia łączy się z inną perspektywą. Ludzie rozumieli takie absurdalne rzeczy, jak to, że wojna nie może się wydarzyć, ale że jest też nieunikniona. W końcu między wierszami identyfikują, że był to proces między biednymi, podczas gdy przywódcy spoza kraju są milionerami i właścicielami emporiów bankowych; podczas gdy w górach nie można wrócić, ponieważ drogi zostały utracone.

perqZ mojej perspektywy słuchania tego, co myślą ci, którzy tam zostali, rozmawiałem z wieloma osobami, które teraz nie boją się już mówić prawdy. Udało mi się wejść do muzeum rewolucji, gdzie usłyszałem głos przewodnika, który od 12 roku życia był partyzantem... historia ma inny sens, własny ból.

Moje samolubne wyobrażenie o tym, dlaczego zabrali mi patio, na którym grałem w kulki, albo dlaczego zabrali krowy mojego taty bez pytania o pozwolenie, przestało być aktualne.

Kiedy słuchasz wersji kogoś, kto nigdy nie miał nic poza marzeniem o walce. Przekonany, że walka zbrojna niewiele mu pozostawiła, prócz dumy z walki o ideał. Zdajesz sobie sprawę, że istoty ludzkie są intensywne we wszystkim, co robimy. Dla niektórych bohaterów, dla innych przeklęty... tak boski jak my ludzie.

Uczucia się krzyżują... Przepraszam za 7 kuzynów, których straciłem, 4 wujków i 6 innych dalekich krewnych.

Żałuje, że stracił tylko troje rodzeństwa, ojca i ponad 3 bliskich krewnych. Żałuje, że jego siostra została sparaliżowana kulą w czaszkę, że jego wujek nie może wejść na minę, że czwórka z nich nie mogła nawet ich pochować, ponieważ nie można znaleźć jego grobu, że dwójka dzieci jego wuja została przebita na szpikulec na antenie ze sztyletem bagnetowym i że jej starsi kuzyni, w wieku zaledwie 11 i 10 lat, zostali zgwałceni przed zamordowaniem. Następnie jeden po drugim opowiada, jak jego przyjaciele, towarzysze milicji zginęli... na zboczach Volcancillo, na Cerro

bomby

Perquín, na zboczu Ojos de Agua, na zboczu Azacualpa, w Chorreritas, w kościele El Rosario, w Cerro Pando, na Cruce de Meanguera, w La Guacamaya, tam w San Vicente, w Usulután...

 

Oto jak ekscytujące jest nasze życie. Z biegiem lat nasza pamięć dokonuje automatycznej defragmentacji i wysyła złe smaki na dno. Następnie przywołuje najlepsze momenty i łączy je w nitkę fastrygującą, która przypomina nam, że tak właśnie było. Zoptymalizowany już w standardach, powraca za każdym razem, gdy kładziemy się w hamaku, przywodząc na myśl sceny, które wydają się być częścią jakiejś historii, i miesza je ze szczęściem, które wytwarzają teraz ci, którzy są blisko nas.

Z tą różnicą, że po 32 latach różnic nie ma.

  • Byłam uprzywilejowaną osobą, której nienawidził. Czas sprawił, że zapuściłem progresywne korzenie, aż zmieniłem inżynierię na karierę społeczną.
  • On, renegat gotowy umrzeć za swoją sprawę. Teraz zdaje sobie sprawę, że ocalał dzięki więcej niż cudowi.

Tak zdrowo jest łączyć wątki z przeszłością, zapominać o urazach i zamykać cykle. Robiąc matematykę, za tym miejscem kryje się więcej lekcji...

 

Nawiasem mówiąc, miejsce to nazywa się Zatoca. Jak ZatocaConnect

Golgiego Alvareza

Pisarz, badacz, specjalista w zakresie modeli zarządzania gruntami. Uczestniczył w konceptualizacji i wdrażaniu modeli takich jak: Krajowy System Zarządzania Nieruchomościami SINAP w Hondurasie, Model Zarządzania Wspólnymi Gminami w Hondurasie, Zintegrowany Model Zarządzania Katasterem – Rejestr w Nikaragui, System Administracji Terytorium SAT w Kolumbii . Redaktor bloga wiedzy Geofumadas od 2007 roku i twórca Akademii AulaGEO, która obejmuje ponad 100 kursów z zakresu GIS - CAD - BIM - Digital Twins.

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót do góry przycisk